Kurtuazja Fraza Muzyka lat 80 zwykle daje niemal natychmiastowe brzmienie i estetykę: syntezatory, duże włosy, wątpliwie duże wokale i prawdopodobnie skórę i spandex. Ale pod tym wszystkim dekada była wspaniałym pomostem między rytmem lat 70. a nadchodzącym rockiem garażowym i nadchodzącym gangsterskim rapem lat 90. Od głębi punka New Age po końcówki najjaśniejszych hitów Motown - oto najlepsze z tego, co miała do zaoferowania epoka.
Superbohaterowie muzyki pop nowej fali, Men Without Hats, w pełni opierają się na swoim dziwactwie dzięki „The Safety Dance”, trippy hymn z wyraźnymi instrukcjami, że jest to utwór przeznaczony tylko dla tych, którzy chcą tańczyć - nikogo innego.
„This Charming Man” to niezaprzeczalnie lśniący w słońcu krój skupiony wokół boleśnie stylowego, (prawdopodobnie) nadmiernie dramatycznego dżentelmena, który „wyszedłby dziś wieczorem, ale (nie ma) nosić ściegu”. Zbyt znajome uczucie, Czarujący Człowieku.
Oderwij lepkie warstwy syntezatora i nadprodukcji dominujące na scenie w tamtym czasie, i oto „9 do 5” Dolly Parton. To ostry, całkowicie ujmujący, ale skuteczny okrzyk antykapitalistyczny na wieki.
Już wkraczając na wejście z 1980 roku, Blondie „Call Me” ma dość słodką wiadomość: Zadzwoń do Debbie Harry, kiedy chcesz, a prawdopodobnie będzie dostępna. Ale jego przekaz jest nieco bardziej złowieszczy: drażniąca linia basu połączona z pierwotnym krzykiem Blondie w refrenie.
Jest oczywiście coś nieziemskiego w Davidzie Bowie i jest oczywiście coś fantastycznego w stylu superbohatera w Freddie Mercury. To połączenie - w utworze napisanym przez Bowiego i tylko od czasu do czasu granym razem przez tę dwójkę - tworzy wybuchowy, teatralny i notorycznie i mocno samplowany „Under Pressure”.
Z oryginalną wersją w języku niemieckim Nena była na tyle uprzejma, że przekazała swoje „99 czerwonych balonów” z 1983 roku dla amerykańskiej publiczności. Cienki krój jest idealnie ekscentryczny, uzupełniony kwintesencją syntezy lat 80-tych.
„Don Don't You Want Me” to dobrze zrobiony duet. Prowadzi z kultowym i niezwykle gotowym do karaoke refrenem „Don't you want me, baby”, po czym wykonuje szybki przełącznik obrotowy z punktu widzenia.
Eteryczny wokal Whitney Houston to nie tylko ballady. „I Wanna Dance with Somebody” to świadectwo potęgi złotych piszczałek na dobrze zgranym tanecznym utworze. Ustaw je w kolejce na imprezę karaoke w przyszłym tygodniu, ale tylko wtedy, gdy nie przeszkadza Ci pominięcie kilku notatek.
Na zawsze uwieczniony w niezliczonych montażach filmowych i telewizyjnych „Jestem tak podekscytowany” jest ulubionym światłem na świecie niezaprzeczalnej zaraźliwości.
W 2019 roku ulubioną skargą mizoginistycznych fanów rapu jest to, że nowa klasa raperek jest zbyt sprośna w sposób, jakiego nigdy wcześniej nie słyszano. Jest to twierdzenie, które mimo wszystko jest problematyczne i dyskusyjne, ale przede wszystkim jest po prostu niezgodne ze stanem faktycznym. „Push It” z 1986 roku to jeden z wielu seksualnie wyzwolonych kobiecych hymnów Salt-N-Pepa.
Eddie Murphy to wiele rzeczy. Jest aktorem, pisarzem, komikiem, a czasami artystą. Chociaż jego kariera muzyczna była krótkotrwała, „Party All The Time” jest zaskakująco szczelnym utworem, który nadal pasuje do każdej listy odtwarzania.
re: data wydania zerowej komórki jajowej
„It’s Raining Men” to obóz w najlepszym wydaniu. The Weather Girls zobowiązują się do tego koncepcyjnego utworu z intro ze słowem mówionym, ryczącym refrenem i fabułą fantasy, z którą wszyscy możemy się utożsamić.
Lata 80-te zapoczątkowały erę muzyki tanecznej, która swoim optymistycznym brzmieniem nie ograniczała uczuć emocjonalnych. Jako przywódca szarży „When Doves Cry” Prince'a jest uczciwym, ostrym utworem, który wciąż gwarantuje odrobinę odbicia ciała.
Gdy sytuacja wydawała się stygnąć dla jednej z najbardziej wszechobecnych postaci lat 70., Marvin Gaye porzucił „Sexual Healing”, sprośne odejście od niezwykle świadomego społecznie piosenkarza soulowego.
Kilkadziesiąt lat przed anulowaniem kultury była Madonna. Była Madonna, Kościół katolicki i „Like a Prayer”. Pomijając politykę, przesuwająca granice mieszanka zwykłej popowej sprawności Madonny w połączeniu z naparami gospel w odpowiednim czasie tworzy godną uwagi, taneczną melodię.
Nikt nie radzi sobie tak dobrze jak Bon Jovi. Przeznaczony dla mega wzmacniaczy i wypełnionych po brzegi aren, „You Give Love a Bad Name” jest jednym z najbardziej ryczących kawałków dekady, w których nie szczędziła już żadnej subtelności.
Gdzieś w samym środku panowania Stonesów znajduje się ich kultowy film „Start Me Up” z 1981 roku. Jest to dość prosty utwór, prowadzony głównie przez mocno przekonujący, zróżnicowany wokal Micka Jaggera, który ślizga się między mocnymi pasami, okazjonalnymi słowami mówionymi i świetnym, żwirowym śpiewem.
„Białe wesele” to niesamowita prośba Billy'ego Idola skierowana do jego młodszej siostry w jej wielki dzień. Jego dokładny przekaz jest nadal przedmiotem dyskusji, ale utwór pozostaje jedną z niewielu gotyckich piosenek weselnych na rynku.
Posłuchaj wszystkich poniższych opcji i postępuj zgodnie z nimi nas na Spotify.