Jeśli byłeś w filmie w ciągu ostatnich kilku miesięcy (i są szanse, biorąc pod uwagę, że sezon nagród właśnie się skończył), być może widziałeś sacharynę, choć czarującą przyczepa do Witam, nazywam się Doris , najnowsze od reżysera Michaela Showaltera. Prawdopodobnie nie byłeś zbytnio zaintrygowany. Powinieneś być.
co się stało z morganem w żywych trupach
Historia ekscentryki (Sally Field, jak zwykle bezbłędna), która zakochuje się w swoim głupkowatym, znacznie młodszym współpracowniku ( Nowa dziewczyna przezabawnego Maxa Greenfielda) ma znacznie więcej głębi - i przyciągania emocjonalnego - niż te, które przekazuje jej dwuipółminutowy zwiastun. Po śmierci matki Doris Miller, seniorka czytająca powieści romantyczne z zamiłowaniem do dużych włosów i skłonnością do gromadzenia, jest szalenie pociągana do swojego młodszego kolegi Johna Fremonta. Kiedy mówca motywacyjny zachęca ją do kontynuowania związku, Doris prosi 13-letnią wnuczkę swojego najlepszego przyjaciela, aby pomogła w jakimś dobrym, staromodnym prześladowaniu na Facebooku - posunięciu, które usidliło Doris w dzikim świecie brooklyńskiego hipstera. Cichy komentarz na temat zdrowia psychicznego i radzenia sobie z żalem ukryty w cudownie niezręcznym slapsticku (a także przezabawny atak na kulturę hipsterów), w jednej chwili cicho płaczesz, aw następnej gwałtownie się śmiejesz.
Wczoraj wieczorem The Cinema Society i Belvedere były gospodarzami premiery filmu o godz Metrograph na nowojorskiej Lower East Side z after party w Mr. Purple. Film trafi do kin 11 marca.
Sally Field i Max Greenfield
Natsha Lyonnelindsay ellingson
Lindsay Ellingson
Paul Rudd
Katie Couric i John Mohlner
Reklama - czytaj dalej poniżej